Thursday, 3 September 2009

Searching Amsterdam I

_


Szukam mieszkania w Amsterdamie. Śpię u Anny i Romana, Rosjan. Roman mówi po Polsku, ja mówię do niego po polsku w zwolnionym tempie. Mówi się wtedy bardzo dziwnie, nie rozpoznając własnego głosu; trochę jak maszyna, pozostało ci-dwa-złote-osiem-groszy.
Ania pakuje się na wyprawę po Azji. "Chcemy uprzedzic ze Ania bedzie sie sbierala do swej dlugiej aziackiej podrozy w ktora wyjezdza 3go wrzesnia i ona bedzie caly cias biegac po pokoju rzucajac rzeczy do plecaka i powrotnie.", pisze do mnie wcześniej Roman. Potem Ania osiądzie w Australii, bo tam jest inaczej niż tu
i jest "more outdoor culture". Roman dojedzie za kilka miesięcy.









To miasto zabiera mi poczucie bezpieczeństwa, pewność siebie
i swobodę; pewne odprężenie, które, wydawało się, otrzymałam
już na stałe.
Czy można zrezygnować całkowicie z tak przecież ludzkiego pragnienia akceptacji? Co wtedy zostaje, jeżeli nie szukam w oczach napotykanych ludzi aprobaty, życzliwości ani uśmiechu?
Co wchodzi na to miejsce?
_

Searching Amsterdam II

_


Podoba mi się Amsterdam głownie między 17 a 20, gdy pora obiadu
i ulice pustoszeją, a światło, jak wszędzie tutaj, dostaje wodnistej świeżości i ma coś z lustra.

Podoba mi się Amsterdam także w niedzielę i w słońcu.

Niedzielne popołudnie. Kupuję lody w lodziarni, smak orzechowy jedna gałka w waflu, i stojąc na ulicy, oglądam.
Holendrzy zostawiają rowery, żeby stanąć w kolejce. Potem oparci
o mur, najlepiej w miejscu słonecznej plamy, liżą swoje dwugałkowe wieże zwieńczone bitą śmietaną. Mówiąc "Holendrzy" mam też na myśli tę czarnoskórą nastolatkę z młodszym bratem w ciuchach małego rapera.
Jest cicho i leniwie. Miasto chce zamknąć lodziarnię, klienci podpisują petycję leżącą na ladzie. W oknie przyczepiony artykul
z lokalnej gazety z dramatycznym nagłówkiem. Na zdjęciu wejście
do lodziarni. Kolejka, tak samo jak dzisiaj, wychodzi na ulicę.






_

Tuesday, 1 September 2009

Back to Groningen

_


Świat z cegieł wita z powrotem. Centraalstation Groningen.

Dziwnie tu być. Jeszcze raz jakby od początku, a jednak z bagażem.
Martwi mnie język, próbuję na nowo przebić się przez to chrząkanie
i wyciągać z tego jakieś słowa.
Cegły i deszcz tworzą tło dla samotności, bruk pachnie mi wyobcowaniem.
Nie jestem stąd.
Przynajmniej kawa wszędzie szkodzi mi tak samo.





Śpię na Visserstraat u Marie, Japonki z klasy. Pakuje się na staż do Rotterdamu. Mój Amsterdam jeszcze poczeka miesiąc, przedłużyłam sobie wakacje. Szukam mieszkania.



Marie pół domu wynosi do secondhandu, papiery i makiety wyrzuca, ocala 2 pary białych ludzików, skala 1:250. Gotuję z tego co ma w szafie: spagetti z sardynkami i czarnymi oliwkami. Plus czosnek, cebula i pomidor.


_

Saturday, 11 July 2009

Rowery cd.

_



Haha! Tyle razy sobie to wyobrażałam, bałam się i zastanawiałam jakby to było. A tu proszę! Dokumentacja z lat '70.

Fall II - Bas Jan Ader.
_

Thursday, 9 July 2009

Fietsen - rowery

_


W końcu muszę napisać o tym, co dla krajobrazu Groningen jest najbardziej charakterystyczne: rowery i cegły (miasteczko jak z LEGO). Cegły zostawię na kiedy indziej. Teraz o rowerach.



Te posprejowane byle jak są antywłamaniowe. Kto by takiego ukradł? Od razu rozpoznasz swojego. Jeszcze trochę farby na kole - mogą przecież odkręcić.





Złoty, obrośnięty kwiatkami i jeszcze z plastikową biżuterią na tylnym kole. Bardzo dziewczyński.





Tego wariata na pewno nikt nie sprzątnie. Nawet nie musi być przypięty.



Tygrysek.



Pod Akademią Sztuki w Hadze. Sztuka na ramie, hand-made kosz na sztukę. Reklamówka na mokre siodełko.



Tata plus dwoje dzieci plus zakupy w sakwie.


Mijn fiets /majn fits/ - mój rower.
Hier geen fietsen plaatsen a.u.b /hiir hejn fitsn plaatsn alstublift/ - tutaj proszę nie zostawiać rowerów.
Fietspad /fitspad/ - ścieżka rowerowa.
Fietsenstalling /fitsnstallin/- parking rowerowy.
Fietsen /fitsn/ - jeździć na rowerze.




Ta pani jest op zoek naar haar fiets. Trochę niechlujny parking przed dworcem w Hadze.







Zielonego ukradli tydzień przed moim wyjazdem. Rano znalazłam tylko przecięty locker.
_

Thursday, 2 July 2009

Christians

_
Tutaj częściej po angielsku i z protestantami. Polskie msze są
co tydzień. Angielskie mają lepsze kazania.



HOST . Nasza Bible Study Group. Od lewej: Polska, Niemcy, Indonezjo-Niemco-Kanada, Holandia, Hiszpania, Norwegia, Chiny, Holandia, Holandia, Holandia, i moje polskie buty.

Idea jest taka: co tydzień spotykamy się w czyimś domu. Ktoś jest hostem, ktoś inny gotuje a jeszcze ktoś przygotowuje kolejny fragment Pisma do przerobienia. Zaczynamy o 18:30, żeby razem zjeść (pisałam już o cudownym holenderskim zwyczaju jedzenia obiadu RAZEM miedzy 17 a 19?), o 20 kilka worshipowych piosenek i zaczynamy Biblestudy, potem modlitwa. Na rowery wsiadamy ok 22-22:30 i do domu. Trochę inaczej, co?



W maju moi współlokatorzy wzięli mnie ze sobą na ogromny festiwal chrześcijański. Bardzo dobrze zorganizowany
i bardzo praise&worship.









Ale udało mi się też znaleźć trochę ciszy.




^
Rozwaliłam przed wyjazdem nogę.


^
W poszukiwaniu katolickiej mszy na chrześcijańskim festiwalu, jechałam do pobliskiego miasta.
W tamten weekend było upalnie.

Monday, 29 June 2009

W ciemni

_
Z serii: Co ty tam właściwie robisz w tym Groningen i dlaczego wciąż odwlekasz powrót?





To nie red light district, to dark room :D.


_

Saturday, 27 June 2009

Na sicie

_




Zeefdrukwerkplaats - pracownia sitodruku.

A tam kubeczki z kolorami, butelki z płynami, mieszanie mikstur jak w kuchni. I kolor błyszczy jeszcze mokry na papierze.

Potem się sprząta przez 30 minut. Niebieskie wiaderka
i brudnoszare gąbki. Zmyć kolor z sita, ze stołu, z podłogi. Odkolorować szpatułkę i squeege i ręce.
Uwielbiam.


_

Thursday, 25 June 2009

Sunday, 21 June 2009

Minerva

_


Gdy przyjechałam z powrotem, nasza klasa była w strasznym stanie. Przeglądy, egzaminy i generalne porządki. Moje biurko już nie istnieje. Każą opróżnić szafki. Znowu coś się kończy. Znowu sentymentalnie.

Zdjęcia: placyk przed szkołą. Głównie parking dla rowerów, czasem gdy jest ciepło, na przerwie studenci leżą sobie na ziemi wśród tych rowerów. To jeszcze bardziej utrudnia dojście do drzwi wejściowych szkoły. A tutaj chodzi się do szkoły codziennie. I sprawdzają obecność. Nie to co ASP ;)








_

Thursday, 18 June 2009

Ola już nie wróci

_


Wróciłam do Groningen, a Oli już nie ma. Grrrr...



Koniec wspólnych obiadów.



Tutaj na łódce Niemek. Zrób mi z tym zdjęcie!.
A potem tradycyjnie gramy w niemiecką wersję Osadników z Catanu. Później już tylko zdychamy od lodów i wina. I trzeba wrócić na rowerze do domu.
_

PL

_


Trudno być w dwóch miejscach na raz.
Wzdrygam się na myśl o typowych imigranckich dylematach.
I boję się. Wielu rzeczy.

A najbardziej samotności. Straty drogich mi osób i bycia zdaną na miłe rozmowy z przypadkowymi ludźmi.
Boję się samotności sprzed trzech lat, samotności z liceum.
Nie wchodzenia w reakcję, bycia zaimpregnowaną.
_

Thursday, 4 June 2009

Portrety

_

^
No way, hoerraaay!!


^
I look like my mother.


^
Zmokły przed koncertem Morr Music. Mam na sobie szykowny płaszcz z Mediolanu, który dostałam za free w pakiecie dla designerów podczas Design Week.
Szajs.


^
Nie umiem wyjaśnić skąd ta mina, lody były dobre.


^
Poczułam potrzebę zrobienia sobie tam zdjęcia, nie wiem dlaczego. Było mi wtedy bardzo smutno od kilku godzin i już był ten moment, że ten smutek męczy.
Toaleta w kościele katolickim w Harderwijk. Wzór na papierze: morskie fale.