wtorek, 16 grudnia 2008

Światło / Zawieszona

_

_

_
Kropelki wilgoci w powietrzu noszą światło jak ciało stałe. Zawiesza się nad światem z równiutkich cegieł, gęste i chłodne. Srebrzystojasne. Buty przemakają, światło wsiąka w skarpety, czują je palce.
_

_
A ja znów nie wiem kim jestem. Wiszę pomiędzy wspomnieniami, teraz, marzeniami o Świętach i Polsce, myślach o nowych roku, styczniu, już nie wiem gdzie jestem w mojej głowie.
Byłam dzisiaj w moim nowym pokoju na Boterdiep. Rzeczy Tjeerda jeszcze tam są, wraz z jego kolekcją dobrych filmów poukładanych alfabetycznie w designerskich półkach własnej produkcji. Kim będę tam i jak długo zostanę?
Czekam na autobus. Kim będę, kiedy wrócę? Tą co dawniej, czy tą co teraz, czy jeszcze inną wersją?
Co jest moim trzonem, tym niezmiennym? Gdy myślę trzon, to w wyobraźni zawsze gryzę marchewkę i ona ma ten gorzki środek twardszy. Czy ja mam trzon?

niedziela, 14 grudnia 2008

Workspace

_

_
Z braku biurka nauczyłam się pracować na podłodze. Z braku ciszy pracuję w szkole do zamknięcia (alarm włącza się o 21.30, wtedy trzeba się ewakuować). Z braku dobrego światła uciekam do pracowni drugiego roku. Koło grzejnika między ścianą i biurkiem przy świetle lampki projektu holenderskiego studenta/studentki znajduję swoją ciszę, światło, temperaturę i czas.
_

wtorek, 9 grudnia 2008

End Presentation

Dzisiaj posmak końca. Nie będzie zdjęcia, bo i tak już się czuję wyeksponowana na maksa po dzisiejszym przeglądzie. Każdy ma swój kącik na erasmusowej wystawie w Exhibition Hall. Nice.

Probuję zostać dłużej, nie wiadomo co z tym będzie. Na razie żyję w zawieszeniu, popędząjąc koordynatorów polskich i holenderskich, dziekanów, dziekanki i inne stworzenia od których zależy mój pobyt.

Zobaczymy.

A bike ma znowu flat tyre. Tym razem eksplodowała inner tyre jak ją pompowałam przed sklepem rowerowym. Achhh...

:)

poniedziałek, 1 grudnia 2008

The Week

PUSTA, LOST IDENTITY, czyli moje rekolekcje.

Dobrze, więc niech wszystko zależy od Ciebie. Poddaję się.
Ty zadecyduj.
_


_
Czy całe to doświadczenie ma prowadzić do OPUSTOSZENIA?
Pusta i przezroczysta. Powleczona skórą i bawełną.
Plus płaszcz i buty.


Teraz wydaje mi się, że robienie jakichkolwiek planów nie ma sensu. Bez tego napędu plany-marzenia czuję się znowu ogołocona. Znów nie wiem, co mnie tworzy, z czego się składam. Potrzebuję się czymś wypełnić, żeby poczuć, że jestem. Praca? Nowe marzenia? Ludzie? Miłość? Wiara? Ostatnie chyba najtrudniejsze. Teraz nie ma tam nic oprócz nikłego przeczucia Boga, bladych wspomnień i odległych więzi z ludźmi. Prawie całkiem pusto.

Zminimalizować własność, ograniczyć posiadłości. Już prawie nic nie mam. Czy to starting point do czegoś nowego?
Nic nie zagarniam i nic nie zostaje na dłużej. Doświadczam tylko teraźniejszości. Nie żywię uczuć wobec przeszłości, nie ma we mnie entuzjazmu w związku z tym, co nadchodzi.

Chciałabym móc teleportować się teraz do różnych miejsc na świecie, sprawdzając czy czuję tam to samo.

I jeszcze nowy assigment: moja wizytówka. Właśnie teraz, kiedy nie wiem, kim jestem. Płacz wydawałby się ulgą i sprowadziłby wszystko do prostego homesickness, ale to wszystko przyjmuję jakoś tak zimno i poważnie, że nie mam łez do wylania.

I wciąż nie mogę znaleźć swojej Identity Card. Dziwna zbieżność.